Biografia -- Chronologia -- Bibliografia -- Nabokov po polsku -- Filmy -- Linki -- Księga gości -- Strona główna
 
Czarodziej, przeł. [z ang.] Anna Kołyszko. Warszawa: Da Capo, 1997.
Czarodziej, przeł. Anna Kołyszko. Muza, Warszawa 2006.




    "Jak objaśniałem już w eseju pomieszczonym w Lolicie, jesienią roku 1939 w Paryżu napisałem opowiadanie będące swoistym pierworysem Lolity."
Druga nota autora


    "Dwunastoletnia dziewczynka (nigdy nie mylił się w ocenie), cała na fioletowo, drobiła prędko i pewnie na wrotkach, które nie sunęły, lecz chrzęściły po żwirze, unoszone i opuszczane w rytm japońskich kroczków, kiedy zbliżała się do ławki przez zmienne szczęście promieni słonecznych. Tuż potem ogarnęło go wrażenie (utrzymujące się przez czas trwania tej sceny), że od razu, od pierwszej chwili, docenił ją całą od stóp do głów - wigor jej rdzawych pukli (niedawno podciętych); blask wielkich, z lekka nieobecnych oczu przypominających nieco parę szklistych owoców agrestu; promienną, ciepłą cerę; różowe usta, nieco rozchylone, tak, że dwa duże przednie zęby opierały się nieznacznie o wzniesienie dolnej wargi; odcień lata na jej nagich rękach porosłych na przedramionach lśniącym, lisim meszkiem; nieuchwytną delikatność wciąż jeszcze wąskiej, lecz już niezupełnie płaskiej klatki piersiowej; ruch fałd jej spódniczki; ich obcisłość i miękkie wklęsłości; smukłość i blask jej beztroskich nóg; szorstkie rzemyki wrotek."


    "Podnoszenie mostów zwodzonych może stanowić skuteczny system obrony tylko dopóty, dopóki rozkwitająca przepaść nie sięgnie komnaty krzepką młodą gałęzią. Tak, właśnie dlatego, że mniej więcej przez pierwsze dwa lata branka nie będzie świadoma na razie jeszcze niezdrowego związku między marionetką w swoich rękach a dyszeniem marionetkarza, między śliwką w jej buzi a ekstazą odległego drzewa, on musi zachować szczególną ostrożność, nigdzie jej nie wypuszczać samej, często zmieniać miejsce pobytu (ideałem byłaby maleńka willa w ogrodzie ze ślepym murem), czujnie baczyć, żeby nie zaprzyjaźniła się z innymi dziećmi ani nie miała okazji wdać się w pogawędkę ze sklepową lub ze sprzątaczką, bo nie sposób przewidzieć, jaki zuchwały elf może spłynąć z ust zaczarowanej niewinności - i jakiego potwora uniesie ucho obcej osoby dla zbadania i rozstrząsania przez mędrców. Tyle że co można w ogóle wyrzucać czarodziejowi?"

<<<
<<<


Czarodziej

Czarodziej