| List, który nigdy nie dotarł do Rosji i inne opowiadania, przeł. Michał Kłobukowski (25 opowiadań) i Leszek Engelking (2 opowiadania),
Muza 2007
    "Pamiętam cię w przypadkowej łacie słońca. Miałaś spiczaste łokcie i jasne, jakby przykurzone oczy. Mówiąc, rzeźbiłaś powietrze twardym jak żebro kantem drobnej dłoni i błyskiem bransoletki na szczupłym nadgarstku. Twoje włosy jakby topniały, zlewając się z drżącym rozsłonecznionym powietrzem. Paliłaś dużo i nerwowo. Wypuszczałaś dym nozdrzami, z ukosa strząsając popiół. Twój gołębioszary dwór dzieliło od naszego pięć wiorst. Jego okazałe i chłodne wnętrze rozbrzmiewało echem. Pewne połyskliwe wielkomiejskie czasopismo zamieściło jego fotografię. Prawie co rano wskakiwałem na skórzany klin roweru i z szelestem jechałem ścieżką, przez las, wzdłuż drogi i przez wieś, a potem inną ścieżką do ciebie. Liczyłaś na to, że twój mąż nie wróci we wrześniu. I niczego się nie baliśmy - ani plotkarstwa twojej służby, ani podejrzliwości mojej rodziny. Każde z nas na swój sposób ufało losowi." Dźwieki     "Przeklęty dzień, w którym Anton Pietrowicz poznał Berga, istniał jedynie teoretycznie, bo pamięć nieszczęśnika nie opatrzyła go etykietką z żadną konkretną datą, tej zaś po czasie nie sposób było ustalić. Mówiąc w przybliżeniu, poznali się zeszłej zimy, w okolicach Bożego Narodzenia 1926 roku. Berg wychynął z niebytu, skłonił się na powitanie i znowu zanurzył - tym razem jednak w fotelu, zamiast w dotychczasowym niebycie. Zdarzyło się to u Kurdiumowów, którzy mieszkali przy St. Mark Strasse, na dalekich peryferiach Berlina, chyba w dzielnicy Moabit." Sprawa honoru     "Jeszcze jedno: nocą w łóżku raptem sobie przypominałem, że jestem śmiertelny. W moim umyśle zaczynało dziać się wtedy mniej więcej coś takiego jak w wielkim teatrze, kiedy po nagłym zgaśnięciu świateł w szybkoskrzydłej ciemności ktoś wydaje przenikliwy okrzyk i zaraz dołączają do niego inne głosy, aż zrywa się ślepa nawałnica, w której coraz głośniej huczy grom paniki, póki znienacka znów nie zapalą się światła, po czym aktorzy jakby nigdy nic podejmują przerwany spektakl. Tak właśnie dławiła się przez chwilę moja dusza, gdy leżąc na wznak z szeroko otwartymi oczami, usiłowałem przezwyciężyć strach, zracjonalizować śmierć, pogodzić się z nią na co dzień, nie odwołując się do żadnej wiary czy filozofii. W końcu człowiek mówi sobie, że do śmierci jeszcze daleko i zdąży wszystko przemyśleć, a zarazem wie, że nigdy nie zdobędzie się na te przemyślenia, i znowu w ciemnościach gdzieś z najtańszych rzędów jego prywatnego teatru, w którym ciepłe żywe myślątka o lubych ziemskich błahostkach wpadły w popłoch, rozlega się przeraźliwy wrzask - aby zaraz umilknąć, gdy tylko przewrócimy się na drugi bok i pomyślimy o czym innym." Zgroza | ![]() |